Nie wiem, co się dzieje. Co ze mną, co ze światem naokoło. Zwariowałam. Wszystko wokół kręci się jak jakiś diabelski młyn. Jak coś neiznanego, zaczarowanego,
chorego... Każdy napędzany, ciągle nauka-praca;praca-nauka, zero czasu dla siebie, chodzace cyborgi, neisamowite wyniki w szkole, zero czasu dla nikogo, bo ciągle tylko uczyć się i uczyć, bo to matura, bo wszystko.
I ja. Nie wiem, jak meni postrzeghają ludzie, ale za kogoś dziwnego. Bo olewam. Bo będąc w jednym z najlepszych liceów w mieście ja odpuszczam. Nie uczę się, mam same jedynki i dopy. Zwiewam z lekcji, ciagle siedze przed komputerem, a do tego mam tyle zajęć dodatkowych. Tu spzital, tu ratownictwo, tu hip hop, bębny. Poza tym zdecydowanie za dużo piję. I za dużo czasu spędzam na mieście, w knajpach. Prowadzę niezdrowy tryb życia, palę papierosy, jem fast foody.
I nie potrafię zrozumieć tego chorego ciągu, tego wyścigu szczurów...
Po co to wsyzstko? Za chwilę i tak zapomnisz o tym, czego sie uczyłeś na wczorajszy sprawdzian. A maturę zdają gorsi ode mnie.
Same podstawy. Brak ambicji? Czy totalna olewka. Sama nie wiem. Ale sprawdzałąm uczelnie, wiecej niż podstawa biologii nie jest otrzebne. Nie wiem.
Motam się.
Piszę nieskłądnie, wiem. 2 lata ciszy i nagle wylewam swoje obecne wątpliwości, wszystko. Nie wiem.
Chcę tu wrócić, chcę czytać, chcę rozmawiać z tymi, którzy mają obiektywne spojrzenie, Chcę krytyki, chcę zrozumienia, chce aprobaty.
Chcę Was. Chcę ebloga.